Gdzie dokładnie rósł święty wiąz nazywany Gabem, o którym powstała legenda? Postanowiłem wypytać o to Stanisława Stasiulewicza, kustosza pamięci o dziejach okolic Nowego Dworu.
Pan Stanisław twierdzi, że wie, gdzie rosło to legendarne drzewo, chociaż po chwili dodaje, że nie możemy mieć co do tego stuprocentowej pewności. Musiało się znajdować w okolicy, skoro Wanda Miłaszewska wspomniała o nim w swojej powieści Święty wiąz. Legenda Starych Kątów. Pan Stanisław wyjaśnia, jak wyglądały jego poszukiwania miejsca, gdzie mógł rosnąć ów okaz:
Czytałem już powieść Wandy Miłaszewskiej, która pisała o tym gabie. I jakby się dobrze wczytać, to u niej tych gabów było więcej. Jeden to był ten, w którym była ta kapliczka, a drugi rósł w Tracewskim Borku, tam gdzie te diabły miały się pojawiać. Mogę nie mieć racji, ale jak się tak wczytać w książkę, to coś może w tym być. Wiadomo, że czasami autorka może celowo pozmieniać, bo jak nie napiszesz ciekawie, to nikt nie będzie czytał. Prosta sprawa. Coś ciekawego jest, jakaś akcja, coś się dzieje. Ale jakaś prawda musi być. Bo i zdjęcie sprzed wojny jest z tym drzewem.
Przed II wojną światową Wanda Miłaszewska znalazła się w doborowym gronie znanych artystów i twórców, którzy odwiedzali dwór w Bobrze Wielkiej. To właśnie tutaj mogła stworzyć historię miłości pana Tracewskiego, polskiego rycerza, do córki Syrucia, poganina. Ojciec nie zgodził się na jej ślub. Tracewski dopuścił się okrutnej zemsty na niedoszłym teściu, który umierając, powiedział, że kandydat do ręki jego córki zamieszka w pobliskim lesie, gdzie będzie błąkał się po śmierci na ogromnym drzewie. Tym drzewem miał być ów gab.
W drodze do miejsca, gdzie zdaniem pana Stanisława rósł święty gab, mijamy najpierw zabudowania po dawnym PGR-ze. Powstał w obrębie majątku w Bobrze Wielkiej. Jej właściciele założyli tutaj kiedyś piękny park, który dziś wygląda na zapuszczony. Podobno teren jest wystawiony na sprzedaż. Przed laty wzdłuż prowadzącej w stronę Biebrzy drogi posadzono lipy – mimo jej przesunięcia aleja przetrwała. Przestrzeń między rzędami drzew to dawny, dziś zarośnięty trakt.
Mijamy niszczejący młyn i most na Biebrzy. Wjeżdżamy trochę wyżej, gdzie dziś rozciąga się pole. Pan Stanisław oznajmia:
Według mojej wiedzy ten święty wiąz, co nazywali go gabem, rósł o tutaj, zaraz na tym polu. Tam jest taki nieorany klin. I tam był ten gab. Taką wyspę na tym polu tworzy to miejsce. Drzewa już nie ma. I tak na dobrą sprawę to już nikt nie potwierdzi, gdzie rósł ten wiąz. Ale moim zdaniem to było tutaj, a dokładnie to wszystko starałem się wywnioskować, czytając opowieść Miłaszewskiej. Bo ten Tracewski Borek, gdzie było drugie drzewo, co straszyło, jest po lewej. Tu, jak widzisz, jest pofałdowany teren. Po gabach śladów nie ma, ale można było jeszcze znaleźć ślady po ostatniej wojnie. Bo tam rozbił się ruski samolot w 1941. Dlaczego? Otóż w pobliżu było lotnisko i pas startowy. Jeszcze jak chodziłem tam z kolegą, to znajdowaliśmy jego kawałki.
Krajobraz okolicy zmienił się po utworzeniu zalewu na Biebrzy. Został park, który widzimy z lekkiego wzniesienia. Pan Stanisław dodaje:
A tam, w tych parkowych drzewach, był dwór, co go przenieśli do skansenu pod Białymstokiem. Można ten budynek tam oglądać. Dwór przetrwał, a pamięć o gabie już nie. Coś tam dawni mieszkańcy może i wiedzieli, ale nikt nic o nim nie wspominał. Ja sam trafiłem na tę historię już w dorosłym życiu, całkiem przypadkowo. Poza tym po wojnie te wszystkie opowieści pańskie o tym, jak było wcześniej, były tłumione ze strachu. Ludzie bali się mówić. Czasami jak ktoś trochę wypił, to zaczynał opowiadać o pewnych rzeczach. Ja sam do Bobry przyjeżdżałem w czasie nauki w szkole po ziemniaki. Wykonywaliśmy tu prace w tak zwanym czynie. Gabu już wtedy nie było. Zachował się tylko na przedwojennej fotografii, która jest w książce Miłaszewskiej. Sam na nim stoi, jakby w polu, czyli wszystko wskazuje, że był właśnie tutaj, za młynem, gdzie teraz jesteśmy. Chociaż jak Miłaszewska pisała, to on był przy takim głębokim stawie, oczku. A to oczko to było kiedyś tam, gdzie Biebrza do dawnych dworskich stawów wpadała. Widzisz, jak to wszystko namieszane. Dziś już nie dojdziemy, gdzie to na sto procent było. I kiedyś na pewno tych wiązów było więcej. U nas nawet rósł w Kudrawce, a jak zaczął gnić, to cięliśmy z ojcem piłą twoja moja we dwóch, bo zawisł nad linią energetyczną.
Wygląda na to, że nie dowiemy się już, gdzie rósł ów święty wiąz. Pozostała legenda.
Paweł Średziński
Fragment „Czułego przewodnika po świecie drzew”. Tekst przewodnika został napisany dzięki stypendium artystycznemu Marszałka Województwa Podlaskiego.
