Jest takie miejsce, które szczególnie lubię, i chyba to właśnie tam dojrzał pomysł na napisanie mojego czułego przewodnika po świecie drzew. To otoczenie najstarszej zachowanej drewnianej świątyni w województwie podlaskim – kościoła katolickiego w Kamiennej Starej. Wokół rosną potężne lipy, a między nimi stoją ławeczki.
Kiedy usiadłem tam po raz pierwszy, poczułem się jak w miejscu, gdzie nic złego nie może mi się przytrafić. Chociaż jeśli wierzyć jednej z legend, kościół mógł powstać jako przebłaganie za śmierć niewinnej osoby. Podobno dworskie psy ówczesnego pana Kamiennej, Piotra Wiesiołowskiego, zagryzły chłopskie dziecko, a dokładnie dziewczynkę o imieniu Anna. W ramach pokuty na początku XVII wieku zbudowano drewnianą kaplicę. To jednak tylko legenda. Dziś jest w tym miejscu sielsko i bynajmniej nie złowrogo.
Kamienna Stara może dziś służyć za przykład tego, jak można chronić i zabytkowy kościół, i stare drzewa wokół niego. Niestety nie wszędzie zarządcy obiektów sakralnych wykazują się podobną życzliwością wobec drzew. Co jakiś czas słyszymy o tym, że komuś przeszkadza to, co rośnie wokół kościoła czy cerkwi. Problem ten dotyczy również cmentarzy.
Drzewa od wieków były uznawane za święte. W Puszczy Knyszyńskiej wciąż można takie okazy znaleźć. Są to najczęściej sosny, ale bywają wśród nich także dęby, na których wieszano i wciąż wiesza się krzyże oraz kapliczki. Różne były cele umieszczania podobnych wotów na pniach. Ktoś dziękował, ktoś inny prosił lub upamiętniał kogoś lub coś. Im starsze kapliczki, tym mniejsza szansa na poznanie prawdziwej intencji.
Zawieszony na pniu symbol religijny ocalił już niejedno drzewo. Bywa, że przetrwanie pomników przyrody zawdzięczamy właśnie komuś, kto przyszedł do lasu i z sobie tylko znaną intencją postanowił zawiesić kapliczkę. Podobno znany polski botanik, profesor Władysław Szafer, jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym wieszał krzyże na starych drzewach, Czynił to w przekonaniu, że w ten sposób zapewni im pewien rodzaj nietykalności.
O świętych drzewach pisał nieżyjący już Wojciech Załęski – artysta, literat i pedagog związany z Supraślem. Udało się mu porozmawiać z najstarszymi mieszkańcami Puszczy Knyszyńskiej, zanim odeszli razem z dawnymi tajemnicami. Spisał ich opowieści w swoich książkach. Kilka lat temu przypomniałem te historie w pierwszym tomie o puszczy, której poświęciłem trylogię.
Z ustaleń Załęskiego wynika, że na starych drzewach zawieszano deski z pasyjką i napisem, który był intencją za zmarłych i żywych. Te „kapliczki deskowe” lub inaczej „deski wotywne” miały dawniej dość pokaźne rozmiary, czasami do 180 centymetrów wysokości. Pod koniec XIX wieku były już mniejsze, ale nie zmienił się materiał, z którego je wykonywano – drewno sosnowe. Z kolei pasyjka umieszczana bezpośrednio na nich lub na krzyżyku zawieszanym na desce była rzeźbiona w innym rodzaju drewna – lipie lub osice. Krzyżyk lub samą pasyjkę chronił specjalny daszek z drewna lub wygiętej blachy. Górę deski wotywnej malowano na niebiesko – kolor ten symbolizował niebo. Z kolei dół był brązowy lub czarny, co miało przedstawiać ziemię. Transkrypcje były wycinane pismem odręcznym. Oprócz napisów pojawiały się na nich symbole: serca, półksiężyce i gwiazdy podhalańskie chroniące od złego.
Na niektórych deskach wypalano gromnicą znak krzyża. Charakterystycznym motywem był znak krzyża z półksiężycem na dole, oznaczający zwycięstwo dobra nad złem. Zło symbolizował półksiężyc. Załęski wspominał, że jeszcze pół wieku temu takie stare kapliczki wisiały w Puszczy Knyszyńskiej. Niestety z czasem stały się zdobyczami „miłośników” sztuki ludowej, którzy kradli je do swoich kolekcji[1].
Załęski podkreślał, że deski wotywne, szczególnie te najstarsze, były formą sztuki charakterystyczną dla Puszczy Knyszyńskiej. Często miały upamiętniać zmarłych. Wiąże się z nimi ciekawy zwyczaj, o którym jeden z mieszkańców puszczy opowiedział Załęskiemu: „po śmierci kogoś szczególnie szanowanego w rodzie rodzina budowała na bagnach lub strumieniu kładki. Obok kładek na pobliskich drzewach zacinano siekierą krzyż w formie znaku X lub +. Zwyczaj ten potwierdził Aleksander Wilczyński z Woronicza, dodając, że obok kładki czy mostka na strumieniu zawieszano na pobliskiej sośnie deskę z krzyżem”[2].
Dawni mieszkańcy puszczańskich wsi mieli nazywać deski wotywne tykłami. Termin ten wywodził się od tyczek umieszczanych na bagnach, które ułatwiały ich przejście i orientację w terenie. Jak pisze Załęski: „Nasze tykło też wskazywało przejście przez bagno, również wytyczało drogę dla dusz do krainy zmarłych, do której wędrowały drogą dusz, drogą ptasią – po śmierci dusza przybierała postać ptaka”[3].
Kapliczki deskowe były wieszane także w różnych intencjach za żyjące osoby. Do domu zabierano czasami drzazgi z tych świętych desek, które miały pomagać podczas leczenia chorych. Nie potwierdziły się opowieści o jeszcze innej roli kapliczek deskowych – niektórzy wskazywali, że pełniły one funkcję skrzynek kontaktowych dla powstańców styczniowych. Umieszczone na kapliczkach nazwiska osób, w których intencji zostały zawieszane, nie mogły jednak wskazywać bezpiecznych adresów, ponieważ carscy donosiciele zbyt szybko powiązaliby fakty, a dane na kapliczce oznaczałyby szybkie wykrycie ludzi pomagających powstańcom.
Pozostaje jeszcze pytanie o to, dlaczego takie kapliczki najczęściej wieszano na sosnach. Ten gatunek drzewa uznawano za dobry – w przeciwieństwie do świerków traktowanych jako drzewa złe i nieszczęśliwe. Rzadziej kapliczki umieszczano na lipach i dębach. Deski wotywne gwarantowały drzewom dożycie sędziwego wieku. Mało kto porywał się na ich wycinkę. Załęski przytacza relację Władysława Czabana z puszczańskiej wsi Borki: „Chciał jeden sosna zerżnąć. Przynios piła, siekiera i już rżnie. A krowy jego, co się paśli, ludzko mowo zaczęli mówić. To on się zestraszył i zostawił ta robota”[4]. Mieszkańcy puszczy wierzyli, że tego, kto wytnie święte drzewo, czeka kara, która mogła oznaczać utratę wzroku, narodziny chorego dziecka czy inny dopust.
W Puszczy Knyszyńskiej i innych lasach naszego regionu znajdziemy różne nadrzewne kapliczki i krzyże. Forma i wygląd zależą od czasu ich zawieszenia i intencji zawieszającej je osoby. Czasami jest to już kolejna pasyjka umieszczona w miejscu starej i zmurszałej. Zawsze zaczynało się od intencji, prośby, podziękowania za ocalenie. Udało mi się poznać kilka osób, które były pierwszymi zawieszającymi święte symbole na drzewach. Jedną z nich był mieszkaniec Poniklicy, który powiedział mi, że krzyżyk umocowany na desce zawiesił w miejscu, gdzie drzewo upadło tuż obok stojącego człowieka, ale go nie zabiło.
[1] Zob. P. Średziński, Puszcza Knyszyńska. Opowieści o lesunach, zwierzętach i królewskim lesie, a także o tajemnicach w głębi lasu skrywanych, t.1, Kielce 2022, s. 138–140.
[2] W. Załęski, Pisma rozproszone, red. M. Zemło, Supraśl–Białystok 2017, s. 165.
[3] Tamże, s. 165–166.
[4] Tamże, s. 168.
Paweł Średziński
Fragment „Czułego przewodnika po świecie drzew”. Tekst przewodnika został napisany dzięki stypendium artystycznemu Marszałka Województwa Podlaskiego.
