Niestety nie wszyscy chcą chronić drzewa. Nie mogą one liczyć na łagodne traktowanie, nawet w czasach, w których już wiemy, ile im zawdzięczamy. Wciąż postrzega się jako przeszkodę i bezlitośnie wycina. W 2024 roku rozgłos zyskał starosta sokólski, który ogłosił, że miejsce drzew jest w lesie, a nie przy drogach. Zapowiedział, że zorganizuje w swoim powiecie wielką wycinkę wzdłuż dróg. Nazwał drzewa chwastami. Twierdził, że stanowią one niebezpieczeństwo dla osób podróżujących samochodami. To nic, że to ludzie, a nie drzewa, łamią przepisy. Ale – idąc tokiem rozumowania owego starosty – to drzewa są winne temu, że rozbijają się na nich kierowcy, którzy nie przestrzegają zasad ruchu drogowego.
Znam także przypadki, już z innych części regionu, gdy komuś przeszkadzały liście. Inna osoba chciała mieć więcej światła, a drzewo zasłaniało jej słońce. Pomysły na wycinanie drzew nie powstają wyłącznie w umysłach samorządowców. Dużą rolę w niszczeniu zieleni odgrywają inwestorzy budujący osiedla. Tam często nie zaplanowano żadnej formy wysokiej zieleni.
Parę lat temu rozmawiałem z osobą zajmującą się ochroną środowiska w jednej z polskich gmin. Mówiła mi, że argumenty, które zgłaszają wnioskodawcy wycinki, bywają bardzo różne. Komuś przeszkadzają ptaki przesiadujące na gałęziach, bo „brudzą” i są „głośne”. Nie ma mowy o kompromisie, o ewentualnym przycięciu gałęzi. Chcą wycinki i basta! Nawet jeśli urząd nie przychyli się do ich wniosku, będą się odwoływać. A jeśli im się nie uda? Różne bywają sposoby pozbywania się drzew, jeśli wnioskodawca nie otrzyma zgody na wycinkę. W wypadku odmownej decyzji zdrowe drzewa mogą nagle uschnąć. Przyczyna to już najczęściej tajemnica wnioskodawcy. Czasami drzewa są wycinane bez zgody. Wynika to z przekonania, że nikt nie zauważy zmiany w krajobrazie.
Pamiętam, jak przez całą Polskę przetaczały się kolejne fale wycinek drzew w centrach miast. Na szczęście są też dobre praktyki w tym zakresie. W Knyszynie, dawnej rezydencji króla Zygmunta Augusta, władze miasta nie wycięły drzew podczas porządkowania parków. Dzięki decyzji knyszyńskich włodarzy udało się stworzyć przyjazną zieloną przestrzeń w samym sercu miasta. Drzewa mogą rosnąć, chociaż nie mają statusu pomników przyrody. Mam nadzieję, że kiedy osiągną pomnikowe wymiary, doczekają się swoich tabliczek.
Do starych drzew podchodzę z wyjątkowym szacunkiem. Udało im się przetrwać w świecie ludzi, którzy często nie dają im szansy na dożycie kilkuset lat. W lasach, tam gdzie prowadzi się gospodarkę leśną, gatunki długowieczne wycina się w wieku 80–100 lat, czyli tak naprawdę w kwiecie wieku. W ten sposób nie zdążą się nawet nacieszyć swoją dorosłością, nie wspominając nawet o starości. Dziś takimi domami spokojnego dorastania i starości są wyłącznie tereny objęte ochroną ścisłą w parkach narodowych i rezerwatach.
Jeśli ktoś zapytałby mnie, po co dbać o najstarsze drzewa i zostawiać je na pniu, odpowiedziałbym w następujący sposób: Bo nawet jeśli w miejsce tego drzewa, które tyle lat ma za sobą, posadzi się nowe, to ja już nie doczekam, aż dotrwa tych 100 i więcej lat. Aż tak długo żyć nie będę. Stare drzewo jest dla mnie świadkiem historii. Być może pod jego konarami przechodził mój przodek?
Sędziwe drzewo jest też żywą biblioteką. Niestety coraz częściej pojedynczą i rzadką, niepasującą do rozrysowanych planów inwestycji i hodowli. Ale przecież plany można modyfikować. Wszystko sprowadza się do tego, czy po stronie inwestora jest dobra wola, czy tylko chęć zysku. Nawet jeśli drzewo pozornie stanowi przeszkodę, można temu zaradzić, znaleźć dobre wyjście z sytuacji. Za każdym razem, gdy się nad tym zastanawiam, przypominam sobie piękne sosny, które rosną na linii ogrodzenia jednej z posesji na białostockiej Jaroszówce. Właściciele nie wycięli ich, tylko otoczyli płotem, tworząc półkola w miejscach, gdzie drzewa rosły na granicy działki. Można? Można! Tylko trzeba chcieć.
Paweł Średziński
Fragment „Czułego przewodnika po świecie drzew”. Tekst przewodnika został napisany dzięki stypendium artystycznemu Marszałka Województwa Podlaskiego.
