Przejdź do treści

Poszukiwacze drzew olbrzymów

Puszcza Białowieska doczekała się nie tylko międzynarodowej sławy, ale także swoich poszukiwaczy olbrzymich drzew. Od paru dekad Tomasz Niechoda wydeptuje leśne ostępy i odnajduje kolejne dęby, sosny, świerki, jesiony, klony, graby i olsze. Nie ma chyba lepszej osoby, którą można by zaprosić do rozmowy o puszczańskich gigantach, które trwają od wieków w najsławniejszym lesie Polski.

Zaczynam od pytania o to, dlaczego Tomek w ogóle zaczął się zajmować szukaniem drzew w Puszczy Białowieskiej. Bo można mieć różne pasje i zainteresowania, szczególnie w młodości, ale poszukiwanie starych drzew to dość nietypowe zajęcie. Tomek odpowiada bez chwili zastanowienia:

Mam korzenie, które wiążą mnie z Puszczą Białowieską. Mój ojciec pochodził z Szereszewa. To miejscowość położona na kresach, na wschodnich rubieżach tej puszczy. Potem, kiedy granica się przesunęła, bo Polska straciła te wschodnie tereny, rodzina mojego ojca przeniosła się do Hajnówki. Moja babcia mieszkała w tej miejscowości, odkąd pamiętam. I to do niej, do Hajnówki, przyjeżdżałem na wakacje. Ponad 40 lat temu stwierdziłem, że coś wyjątkowego jest w tym wielkim lesie. A czymś, co ten las wyróżnia, były te potężne drzewa, których w takim nagromadzeniu nie ma nigdzie indziej w Polsce.

Dopytuję, czy od tego czasu w puszczy wiele się zmieniło, a Tomek przyznaje:

To był jeszcze czas, kiedy nawet największe olbrzymy były wycinane. Nie było ograniczeń dotyczących gospodarki leśnej. Troszkę to bolało. Człowiek czuł się bezsilny, kiedy padały na jego oczach kolejne olbrzymy. Właściwie to niewiele osób się tymi drzewami wtedy interesowało. W Puszczy Białowieskiej decydujący głos miały wówczas Lasy Państwowe – był to odmienny od mojego sposób patrzenia na ten leśny kompleks i w ogóle na przyrodę. Z ówczesnej perspektywy puszcza miała dostarczać ściśle określone produkty. Drewno, jagody, grzyby. Ludzie wybierali się do lasu przede wszystkim po to, żeby mieć z tego korzyści. Oczywiście były wyjątki, jednak bardzo rzadkie. Znam to z rodzinnych przekazów. Ojciec opowiadał mi, że dla niego bycie w Puszczy Białowieskiej, która rosła obok, to była najgorsza rzecz, jaka mogła mu się przydarzyć. Bo tam były komary, gryzące muchy, kleszcze. Tak naprawdę nic ciekawego. Jedna wielka męczarnia. Jeżeli już się wybierał do tego lasu, to na grzyby, na jagody, na maliny. Pamiętam całe zastępy babć i dziadków z wiadrami, które zbierały te leśne owoce. I ten sposób myślenia i patrzenia był obecny w mojej rodzinie. U mnie było inaczej. Puszcza mnie zafascynowała, a to dlatego, że rosły w niej te grube drzewa.

Pytam Tomka, który z puszczańskich olbrzymów był dla niego pierwszy i kiedy rozpoczął swoje poszukiwania drzew. W odpowiedzi słyszę:

Pierwszą taką wyprawę odbyłem z ojcem do Car Dębu. To było już wówczas kultowe drzewo. Do dziś ludzie się tam wybierają, bo ten dąb wciąż stoi na brzegu doliny rzeki Chwiszczej. Wtedy nie udało się nam dotrzeć w to miejsce. Dopiero w następnym roku zobaczyliśmy ten dąb, ale był już suchy i martwy. Car Dąb to było drzewo, od którego wszystko się zaczęło, chociaż został już opisany wcześniej. Stał się jednak dla mnie inspiracją. Zacząłem mierzyć mniejsze dęby, a Car Dąb był wyznacznikiem potęgi – w latach 30. ubiegłego wieku został uznany za najpotężniejsze drzewo w ówczesnej Polsce. Car Dąb nie miał rozdętej podstawy pnia, a jego obwód wynosił 660 centymetrów. Do tej pory stoi i to jest chyba rekord utrzymywania pozycji pionowej przez martwy dąb, bo w tym stanie trwa już 44 lata. Jak byłem przy nim w pierwszej połowie lat 80., był cały w korze. Miał też tabliczkę z napisem „Pomnik przyrody prawem chroniony” oraz numer rejestracyjny 49. Do rejestru drzew pomnikowych został wpisany w 1953 roku.

Mówi się, że Tomek jest kimś w rodzaju kustosza drzew w Puszczy Białowieskiej. Dba o te pomnikowe, które tworzą puszczańskie muzeum. Dopytuję go, jak wygląda poszukiwanie kolejnych drzew, które wciąż czekają na skatalogowanie. W odpowiedzi słyszę:

Nie będę ukrywał, że w szukaniu drzew pociąga mnie pewna prostota. Nie wymaga to jakiejś finezji. Bierzesz miernik, sprawdzasz obwód i wysokość. Nie musisz dźwigać ze sobą ton ciężkiego sprzętu. Czasami trafiają się trudniejsze pomiary, bo w warunkach puszczańskich drzewo nie jest proste do zmierzenia. Teren nie jest równy, szczególnie podmokły, a drzewo, dajmy na to dąb, rośnie na kępie, blisko obniżenia olsowego. Ważne w tym moim poszukiwaniu jest wykonywanie zdjęć. Zdjęcia robię z czterech stron. Do tego każde z nich to informacja o tym, czy był śnieg, jak wyglądało to miejsce ileś lat temu. Mam nadzieję, że z naszego fotograficznego archiwum skorzystają w przyszłości doktoranci. Bo ja naukowo drzewami się nie zajmuję. Nie mam takiej ambicji. Lubię być wolnym duchem, dlatego na poszukiwania kolejnych drzew nie ruszam, stosując się do naukowego schematu. Decyduje pewien rodzaj spontaniczności. Towarzyszy mi moja żona Agnieszka, która interesuje się motylami. Łączymy nasze zainteresowania. Jak znalezione przez nas drzewo i miejsce wokół niego nam się spodobają, to potrafimy zostać tam na parę godzin, zanim ruszymy dalej. Lubimy tę wolność.

Pytam Tomka o praktyczne szczegóły jego poszukiwań, a on wyjaśnia:

Staramy się przeczesywać oddział po oddziale. Oczywiście nie obeszliśmy wciąż dokładnie wszystkich miejsc. Ogranicza nas sezon na szukanie tych drzewa. W naszym przypadku jest to czas, kiedy opadną liście. Wtedy drzewa lepiej widać, jest duża przejrzystość. Wtedy łatwiej zmierzyć ich wysokość. Jest to szczególnie ważne w przypadku drzew wyższych niż graby. W 2007 roku rozszerzyłem moje poszukiwania na wszystkie gatunki, nie tylko dęby. Pamiętajmy też, że puszcza jest bardzo dynamiczna. Czasami zmiany zachodzą bardzo szybko. Po roku, dwóch latach miejsce, gdzie znaleźliśmy drzewo, może wyglądać zupełnie inaczej. Tu chciałbym zaznaczyć, że nie jestem poszukiwaczem najgrubszych drzew. To już robiły wcześniej inne osoby. Wśród nich wspomniany przeze mnie Jacek Wysmułek. A ja szukam dębów, które nie są dziś największe, bo te już znamy, ale które są na tyle duże, że w przyszłości mogą się stać tymi najpotężniejszymi.

Chcę wiedzieć, jak wyglądają te poszukiwania w wypadku innych gatunków drzew. Mój rozmówca tłumaczy:

W przypadku sosen jest trochę inaczej, bo wcześniej nikt za bardzo się nimi nie zajmował. Dziś jednym z takich wyjątkowych okazów jest sosna, którą nazwałem Marta. Ma ponad 200 lat i 4 metry w obwodzie. Rośnie w pobliżu Rezerwatu Pokazowego. Jest pęknięta, i to w ogóle jakiś cud, że ona w ogóle żyje. Kolejna fajna sosna, która nosi imię mojej ukochanej żony Agnieszki, rośnie przy Drodze Narewkowskiej. Też jest wiekowa, chociaż cieńsza. Tych starych sosen jest więcej. Jedna z białowieskich sosen miała aż 430 lat. Jej wiek został określony przez specjalistkę od drzew, Ewę Zin z Instytutu Badawczego Leśnictwa. Co najważniejsze, to nie jest tak, że im grubsza sosna, tym starsza. Często ta grubość wynika z tego, że sosna ma tak jakby podwójne korony. To ma wpływ na obwód, ale nie oznacza bardzo sędziwego wieku. O tych sosnach mamy już przygotowaną publikację pod tytułem Sosnowe gigantki, ale wciąż zbieramy środki na jej wydanie.

Po chwili Tomek przyznaje:

Muszę też dodać, że jestem w o tyle dobrej sytuacji, że szukam tych drzew już od wielu lat. Nie ma innych osób, które mogłyby powiedzieć, że mają równie długą historię poszukiwań, a wraz z nią obfitą dokumentację fotograficzną. Nikt oprócz mnie się tym nie zajmuje. Oczywiście mam swoich współpracowników. Pomaga mi moja ukochana żona Agnieszka i mój kolega Paweł Maciak. Na naszej stronie internetowej poświęconej drzewom z Puszczy Białowieskiej mamy już opisanych 14 tysięcy olbrzymów różnych gatunków. A to, co jest fascynujące, to fakt, że jeszcze wszystkich drzew nie znamy. Cały czas odnajdujemy nowe. Dziś mamy kolekcję wykonanych przez nas prawie 300 tysięcy zdjęć. Zamierzamy się podzielić tym zbiorem z Białowieskim Parkiem Narodowym i paroma innymi instytucjami, żeby to nie przepadło. Być może ktoś w przyszłości powróci pod dąb, który sfotografowaliśmy, kiedy miał w obwodzie 3 metry, i porówna to z jego aktualnym wygląd, a drzewo okaże się najgrubsze w Puszczy Białowieskiej.

Paweł Średziński

Fragment „Czułego przewodnika po świecie drzew”. Tekst przewodnika został napisany dzięki stypendium artystycznemu Marszałka Województwa Podlaskiego.

Roześlij dalej!