Przejdź do treści

Czuła Przewodniczka w świecie drzew

O drzewach powinno się mówić z czułością. Tego zdania jestem nie tylko ja, ale i Grażyna Chyra, przewodniczka po Puszczy Białowieskiej. Należy dodać, że jest nazywana Czułą Przewodniczką. I nie stało się tak bez powodu, o czym mogłem się przekonać na spacerze po Puszczy, na który mnie zabrała.

Umawiamy się na skraju Białowieży. Stąd pójdziemy w las, żeby porozmawiać o drzewach.

Grażyna mówi mi, że nazwa, pod którą można ją znaleźć na Instagramie, czyli Czuła Przewodniczka, nie przyszła od razu:

To nie jest tak, że ja się ochrzciłam od razu. Ta nazwa wypłynęła po pewnym czasie. Długo broniłam się przed zakładaniem konta w mediach społecznościowych, ale przekonał mnie do tego kolega. I ten profil nazywał się zwyczajnie – Grażyna Chyra, przewodniczka. Czułość w nazwie przyszła z czasem. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że moje spacery nie są stricte przyrodnicze. Chcę ludziom pokazywać las nie tylko przez umysł i wiedzę naukową, ale także przez serce i więź, jaką można zbudować z dziką przyrodą. Za każdym razem, kiedy prowadzę grupę, staram się opowiadać o Puszczy w taki sposób, by ta więź powstała.

Pewnego dnia moja rozmówczyni pojawiła się w Białowieży. Później wracała do niej jeszcze kilkakrotnie. Wtedy znała jednak tylko miejscowość, a nie Puszczę, która rozciąga się dookoła. Jak opowiada mi Grażyna:

To nie było zaplanowane, że przyjadę tutaj, bo ten las jest jakiś wyjątkowy, a ja zostanę w nim przewodniczką. Przyjazd na stałe do Puszczy Białowieskiej był ucieczką, a nie podróżą do konkretnego miejsca z jakimś zamiarem do zrealizowania. Przyjechałam tutaj w 2016 roku, kiedy dowiedziałam się, że ktoś miał dom do wynajęcia. Załadowaliśmy wszystkie graty i wyjechaliśmy z Warszawy. Pracowałam wtedy zdalnie. I mieszkałam 200 metrów od linii lasu, ale większość czasu spędzałam przed komputerem, bo tego wymagała moja praca. Pewnego dnia Białowieski Park Narodowy organizował wyjście do Rezerwatu Ścisłego. Dopiero wtedy, a to był listopad, zobaczyłam, jak dzika i piękna jest Puszcza Białowieska. I wpadłam jak śliwka w kompot. Po prostu się w niej zakochałam.

Po chwili moja rozmówczyni dodaje:

Obiektywnie patrząc, to okoliczności listopadowego spaceru wydawały się najgorsze, by zakochać się w Puszczy. Wiadomo, listopad: zimno, pada trochę deszczu, trochę śniegu. Mimo to dzika Puszcza obroniła się swoim pięknem, które sprawiło, że chciałam do Rezerwatu Ścisłego wracać częściej. A że tam nie da się wejść bez przewodnika, to postanowiłam nim zostać. Pół roku później zdobyłam uprawnienia przewodnickie i zaczęłam oprowadzać turystów. Przewodnictwo jest dziś moim głównym zajęciem, a listopad – moją ulubioną porą roku w Puszczy. Warto też wspomnieć, że niedługo po moim przyjeździe zaczęły się również masowe wycinki w Puszczy Białowieskiej. One sprawiły, że zaczęłam się angażować w ochronę tego lasu.

Grażyna zauważa, że jest już trochę „rozpuszczona” przez Puszczę Białowieską. Dzikość tego miejsca stała się dla niej normą. Dla niej las to przestrzeń, w której życie wyraźnie przeplata się ze śmiercią. Dlatego zwraca uwagę nie tylko na żywe drzewa:

Oswajam ludzi z tym, że potrzebujemy również martwych drzew. Niektórych na początku może dziwić, że tyle pni leży w niektórych miejscach. Częściej trafiam na grupy, które to rozumieją i mają już świadomość, że martwe drewno jest właściwością lasu naturalnego i że jest po prostu niezbędne do tego, by utrzymać równowagę w przyrodzie. Może wciąż są osoby, które szokuje jego ilość, ale zawsze dużo o tym rozmawiamy. Czasem wystarczy spokojna, merytoryczna rozmowa, by ktoś, kto przyjeżdża tu tylko na chwilę, zobaczył w tym całym bałaganie ogromny potencjał życia.

Moja przewodniczka organizuje różnego rodzaju wędrówki, głównie przyrodnicze, ale także skoncentrowane na uważności. Opowiada mi o „spacerach bez słów” i innych wycieczkach, które prowadzi:

Kiedyś myślałam, żeby wyspecjalizować się w kąpielach leśnych. Oczywiście pewnych elementów lasoterapii używam podczas moich spacerów, ale to nie to samo. Cały czas szukam najlepszej formuły, która pozwoliłaby każdemu zobaczyć, że las to nasz dom, że my, ludzie, jesteśmy częścią natury i że przetrwanie dzikiej przyrody zależy także od nas – od naszych wyborów i decyzji. Żeby chronić lasy i przyrodę w ogóle, niezbędna jest ta więź z dziką cząstką siebie i z dziką naturą na zewnątrz. Najlepiej zacząć od drzew. Szukam więc sposobów, by ludzie to w sobie odnaleźli.

Po chwili przerwy Grażyna dodaje:

Tak właśnie powstały spacery w ciszy. Słowa są ważne i bardzo je lubię, ale niekiedy nasz ludzki język nie jest w stanie opisać tego, co może poczuć serce. Cisza jest właśnie po to, by odnaleźć tego rodzaju połączenie z lasem. To nie jest po prostu chwila wzruszenia. To jest niekiedy potężne, bardzo pozytywne trzęsienie ziemi, które dzieje się w nas podczas takiego spaceru. Wiele spraw może się przewartościować, możemy je ujrzeć na nowo przez liczne zachwyty i olśnienia. Piękno potrafi uzdrawiać duchowo i pokazywać najlepszą możliwą drogę. Bardzo lubię w ten sposób prowadzić spacery, chociaż na początku nie było łatwo – no bo jak to zrobić, żeby nie odezwać się w ciągu trzech godzin ani słowem? Ale lubię robić rzeczy z sercem, rzeczy, do których jestem całkowicie przekonana. Czasem organizuję również spacery tematyczne – o grzybach, o śluzowcach albo właśnie o drzewach. Wtedy podczas wycieczki skupiamy się na konkretnych rzeczach, przez cały czas jednak szukamy powiązań z innymi elementami lasu.

Moja rozmówczyni przyznaje, że czasem prowadzone przez nią spacery wywierają na ludzi nieoczekiwany wpływ:

Cieszy mnie, kiedy wycieczka ze mną zainspiruje kogoś do dalszych poszukiwań. Do prowadzenia własnych obserwacji nie tylko gatunków, ale też procesów. Taka osoba zaczyna szukać sama, odkrywa na własną rękę. Mam z tego ogromną radochę. Wiem po sobie, że los potrafi zaskoczyć. Z wykształcenia jestem archeolożką. Zupełnie nie planowałam tego, że zostanę przewodniczką. Ale kiedy już przyszło, to wcale się nie broniłam. Wtedy też przydała się moja znajomość języka włoskiego – oprowadzam teraz nie tylko grupy z Polski, ale także z Włoch. To Puszcza i jej drzewa nauczyły mnie odklejenia się od różnych przyzwyczajeń i wyobrażeń. Odejścia od utartego myślenia. Zaczęłam sobie tutaj zdawać sprawę, że najważniejszą umiejętnością jest gotowość do zmian. Nie wiem, czy w Puszczy Białowieskiej zostanę na zawsze, ale z pewnością jest to miejsce, które nauczyło mnie w życiu najwięcej. Puszcza Białowieska i jej niesamowite drzewa.

Paweł Średziński

Fragment „Czułego przewodnika po świecie drzew”. Tekst przewodnika został napisany dzięki stypendium artystycznemu Marszałka Województwa Podlaskiego.

Roześlij dalej!