Przejdź do treści

Mech

Nie odnosicie czasami wrażenia, że na mchy uwziął się prawie cały świat? Mchy przeszkadzają ludziom w szparze między kostkami brukowymi, na chodniku, podjeździe, a nawet na trawniku. Stały się wrogiem publicznym w zurbanizowanej przestrzeni. Czepiam się? Ależ skąd!

Wystarczy przyjść do sklepu oferującego rzeczy do ogrodu, a tam, biorąc do ręki jeden ze środków na „mchy”, czytamy: „Środek przeznaczony do zwalczania mchu na powierzchniach twardych i półprzepuszczalnych. Już jeden zabieg likwiduje mech, pojawiający się na ścieżkach, chodnikach i drogach dojazdowych”.

Niedawno na czołówce jednego z największych serwisów internetowych ukazał się z kolei poradnik, jak z mchem walczyć w sposób, nazwijmy to „ekologiczny”. W artykule czytamy, że „kostkę brukową należy czyścić przynajmniej 3 razy w ciągu roku, natomiast okres poprzedzający nadejście zimy jest szczególnie ważny dla naszych podjazdów i ścieżek. Jesienią należy nie tylko porządnie wyczyścić kostkę brukową, lecz także usunąć chwasty i mech ze szczelin znajdujących się pomiędzy poszczególnymi elementami. Okazuje się, że nawet drobna roślinność może spowodować uszkodzenia w strukturze bruku”. W tym momencie nie wiem, dlaczego ludziom, uznawanym za myślących dość racjonalnie, nie zapala się czerwone światło. Skoro sami urządzamy przestrzeń wokół domu, to czy musimy układać tę kostkę? Czy nie wystarczy podjazd, z jak największą powierzchnią aktywną, która będzie wchłaniać wodę? Jeszcze większym absurdem jest walka z mchem na trawniku.

Zawsze mnie zastanawiało, skąd taka niechęć do mchów. Przecież są tak dzielne, że udało się im skolonizować wiele różnych, często nieprzyjaznych miejsc – praktycznie wszystkie strefy klimatyczne, różne siedliska, suche i wilgotne. Są w lasach i na terenach otwartych. Są wreszcie w mieście, gdzie potrafią pojawić się w każdej szparze. Czy nie są estetyczne? Czy nie ożywiają betonozy?

Mchy należą do grupy roślin nazywanych mszakami. Oprócz mchów, zalicza się do niej wątrobowce i glewiki. Mszaki, a więc i mchy, są uznawane za jedne z najstarszych roślin, które wciąż rosną na lądzie. Ich początki sięgają miliony lat wstecz dziejów Ziemi. Przetrwały gwałtowne zmiany, ekstremalne zjawiska. Wywodzi się je od zielonych glonów, które trafiły na ląd. Woda jest im potrzebna do rozmnażania.

Mszaki są reliktami najdawniejszych czasów. W opracowaniach poświęconych mszakom przeczytamy o żywych skamielinach. Coś w tym stwierdzeniu jest, jeśli weźmiemy pod uwagę ich tak dostojny rodowód. To nic, że mogą wydawać się niepozorne, ale jak się okazuje są doskonale przystosowane do życia na Ziemi. W Polsce doliczono się 950 gatunków mszaków. Wśród nich są tak najbardziej znane mchy oraz mniej znane wątrobowce i glewiki.

Można się zastanawiać nad tym, dlaczego mszaki nie wykształciły takich form, jak inne rośliny lądowe. Otóż, cytując godny polecania poradnik „Mszaki w lasach”: „nie mają korzeni i tkanek przewodzących, dlatego nie osiągnęły większych wysokości, jak chociażby krzewy czy drzewa. Wodę ze składnikami pokarmowymi pobierają z deszczu, padającego na nie pyłu i pasywnie – drogą dyfuzji – z podłoża, na którym rosną”.

W granicach miasta warto poszukać mchów w białostockich lasach. Spośród gatunków, które są pospolite, ale tworzą też efektowne leśne dywany warto wymienić gajnika lśniącego i rokietnika pospolitego. Piszę o nich, bo są dość łatwe w identyfikacji. Ich łodyżki, „zbudowane piętrowo” i liście mają charakterystyczny wygląd – mi przypominają takie miniaturowe „krzewy”.

Z kolei rokietnik pospolity, który często rośnie pod sosnami, ma charakterystyczne czerwone łodyżki a na nich osadzone liście, które tworzą efektowne kobierce. Oba gatunki były moimi pierwszymi mchami, które zbierałem do swojego zielnika. Oprócz nich bardzo lubię bielistki, tworzące charakterystyczne zbite poduchy i płonniki, które do dziś znajdują się w prawie każdym szkolnym podręczniku do przyrody. Był to czas przed nadejściem internetu. Jedynym kluczem do oznaczanie, którym dysponowałem był kultowy atlas roślin w zielonej okładce. Nie wiedziałem wtedy, jak przygotowywać taki zielnik. Usłyszałem wtedy o formalinie, którą wtedy można było kupić w aptece. I zacząłem moje apteczne spacery z odłożonymi zaskórniakami. Może dziwnie to wyglądało, kiedy młody człowiek kupował w dość znaczących ilościach buteleczki z formaliną. Ich zawartość mieszałem z wodą, wlewałem do słoików po domowych przetworach i ustawiałem w ciemnej szafce. Dopiero dziś jestem mądrzejszy o wiedzę, że mszaki się suszy i nie trzeba niczym zalewać. Jednak moja kolekcja przetrwała długo, do czasu mojej przeprowadzki.

Do dziś przetrwał mój sentyment do mchów. Lubię w lesie chodzić po uformowanych przez nie kobiercach. Lubię położyć się na nich i popatrzeć w górę. Niestety nie każdy traktuje mchy z taką wyrozumiałością. Stąd ta walka z mchem, moim zdaniem zupełnie niepotrzebna. Dawniej, w czasach, kiedy dominowało budownictwo drewniane, ludzie postrzegali niektóre gatunki mchów zupełnie inaczej. Używano ich do uszczelniania szczelin między belami, które tworzyły ścianę. Obecnie się tego nie robi, a i leśne mchy są najczęściej chronione. Dziś obserwuje się jeszcze jeden trend. Są to tak zwane zielone ściany z mchem. Płaci się za nie, nie są naturalne, a jednocześnie walczy z mchem, który próbuje udekorować chodniki i podjazdy, trawniki.

Paweł Średziński

Cytowana literatura:
Plášek V., Mszaki w lasach. Przewodnik terenowy dla leśników i taksatorów, Warszawa 2013

Roześlij dalej!